Demony snów

Moje zmęczone ciało powoli zaczyna zasypiać tak jak co dzień zasypia ze mną miliony istnień. Wraz ze swymi demonami, tymi dobrymi jak i tymi złymi udaje się do nie zbadanej krainy… krainy snów. Mój umysł powoli wypełnia się ciszą i spokojem coraz bardziej i bardziej. Czas mija w tym nieznanym i nie przebadanym świecie bardzo szybko. Wielka nie odkryta tajemnica snów. To sen ochrania mnie od zmęczenia, a brak zmęczenia ochrania mnie od snu. Rozmyślam tak i rozmyślam, aż w końcu zasypiam.
Szybko zaczynam pływać po nie zbadanym świecie nie odkrytych tajemnic, dokonując dziwnych, a czasem nawet wręcz przerażających rzeczy, by nagle po chwili u uskoku czasoprzestrzennego pomóc niewidomemu przejść przez ulicę.
Niewidomy, stary człowiek nagle i niespodziewanie staje się psychopatycznym mordercą, który już tylko pragnie mojej duszy.
Ratuje się ucieczka i nie słyszalnym krzykiem. Bezsilność zaczyna ogarniać moje na wpół martwe ciało. Czuję jak z każdym krokiem tracę wszystkie swoje siły. Upadam, upadam na pustkowiu i podnieść się nie mogę. Czuje za plecami zbliżający się oddech mego oprawcy i jego zakrwawiony nóż na mej szyi. Nie chce umierać! Czy to już koniec mej marnej egzystencji?
Budzę się w ostatniej chwili, zlany potem z przerażenia, a przed oczyma mam jeszcze kilka chwil obraz bezlitosnego staruszka zamienionego w bestię przez demony, demony snów.
Noc się jeszcze nie skończyła i nadal otula ją nie pozorna i spokojna cisza.
