Archive for the ‘Złote myśli’ Category
Krew i stal
Krew ociekła już na polu bitwy
i tylko stal pozostała, która śmierć
swym wrogom zadawała.
Nie mająca litości, nie znająca przebaczenia…
Wykuta bez uczuć, wykuta bez sumienia.
Oczy, ręce i dusze nasze nią okryte.
O bezlitosna! Ty która prowadzisz nasz wszystkich na śmierć,
śmierć zaprawioną naszą krwią…
Prowadzisz nas dumnych i odważnych do zwycięstwa
swojego, karmiąc ziemię rzekami przelanej krwi.
To na Twój znak wróg z wroga powstaje, tak
jak z nasiona drzewo wyrasta, by móc oddać swe życie
ku chwale Twojej i ziemi na której tylko krew i ty pozostaniesz!
Bo ziemia ta kiedyś znów będzie podbita, a tylko KREW I STAL
niezmiennie panować nad nią będzie.
Demony snów

Moje zmęczone ciało powoli zaczyna zasypiać tak jak co dzień zasypia ze mną miliony istnień. Wraz ze swymi demonami, tymi dobrymi jak i tymi złymi udaje się do nie zbadanej krainy… krainy snów. Mój umysł powoli wypełnia się ciszą i spokojem coraz bardziej i bardziej. Czas mija w tym nieznanym i nie przebadanym świecie bardzo szybko. Wielka nie odkryta tajemnica snów. To sen ochrania mnie od zmęczenia, a brak zmęczenia ochrania mnie od snu. Rozmyślam tak i rozmyślam, aż w końcu zasypiam.
Szybko zaczynam pływać po nie zbadanym świecie nie odkrytych tajemnic, dokonując dziwnych, a czasem nawet wręcz przerażających rzeczy, by nagle po chwili u uskoku czasoprzestrzennego pomóc niewidomemu przejść przez ulicę.
Niewidomy, stary człowiek nagle i niespodziewanie staje się psychopatycznym mordercą, który już tylko pragnie mojej duszy.
Ratuje się ucieczka i nie słyszalnym krzykiem. Bezsilność zaczyna ogarniać moje na wpół martwe ciało. Czuję jak z każdym krokiem tracę wszystkie swoje siły. Upadam, upadam na pustkowiu i podnieść się nie mogę. Czuje za plecami zbliżający się oddech mego oprawcy i jego zakrwawiony nóż na mej szyi. Nie chce umierać! Czy to już koniec mej marnej egzystencji?
Budzę się w ostatniej chwili, zlany potem z przerażenia, a przed oczyma mam jeszcze kilka chwil obraz bezlitosnego staruszka zamienionego w bestię przez demony, demony snów.
Noc się jeszcze nie skończyła i nadal otula ją nie pozorna i spokojna cisza.
Myśl….

Od samych narodzin, aż do kres naszego ziemskiego życia nieustannie otacza nas piękno. Nie umyka nam i nie przechodzi przez palce. Nie zauważamy go tylko, a może zauważyć nie chcemy. Żyjemy tak jakby życie miałoby trwać wiecznie…Lecz gdy nadchodzi ten dzień kiedy nasza droga się tu kończy,wtedy wracamy… Wracamy w swych myślach do tych momentów w któryś gdzieś się zagubiliśmy. I dopiero wtedy odkrywamy, co tak naprawdę w życiu straciliśmy, przez władzę, pieniądze, zazdrość przez nienawiść przez wojny, gwałty i niszczenie. Dochodzi do nas wtedy, że tak naprawdę nie niszczyliśmy innych lecz tylko siebie… siebie samych. Dochodzi do nas, że przez wojny, zawiść i nienawiść, zatraciliśmy możliwość ujrzenia tego piękna… prawdziwego piękna które mogło by otaczać nasze serca i dusze. Lecz czym jest to piękno? Piękno którego nie zauważamy, gdy zauważyć byśmy chcieli… Czym jest że zauważamy to dopiero na końcu? Wtedy kiedy zawrócić już nie możemy.



